Między światami

Dziś świat chętniej skłania się ku temu co piękne, kolorowe i wesołe. Zdecydowanie przyjemniejsze są takie święta, jak Boże Narodzenie, Wielkanoc, Walentynki. Nawet 1 listopada szuka się okazji do halloweenowej zabawy. Co prawda w Polsce w dużym stopniu kultywuje się jeszcze zwyczaj odwiedzania cmentarzy. Dla nas listopadowe święto to czas zadumy, refleksji i modlitwy. Zapalamy wtedy znicze, kładziemy kwiaty na grobach naszych bliskich. Myślimy o tych, co odeszli i o tym, co nas czeka po śmierci. W ciągu roku odsuwamy od siebie sprawy związane ze śmiercią. Nawet przygotowanie zmarłych członków rodziny do wiecznego spoczynku powierzamy wyspecjalizowanym firmom. Dawniej wyglądało to zupełnie inaczej. Z pochówkiem wiązało się wiele obrzędów, w których brała udział niemal cała wieś.

    Ostatnie pożegnanie
Kilka ciekawych zwyczajów pogrzebowych, praktykowanych dawniej w Lubaszu koło Czarnkowa i jego okolicach opisała Zofia Bellmanówna w przedwojennych "Wiciach Wielkopolskich".
  Kiedy ksiądz wychodził z domu ciężko chorego, jeden z domowników gasił świece i obserwował, gdzie skieruje się dym. Wierzono, że jeśli uniesie się w stronę drzwi to chory umrze. Jeśli w przeciwną stronę, wyzdrowieje.
  Zanim ubrano zmarłego w trumienny strój, obmywano jego ciało. Uważano, że woda którą myto nieboszczyka ma dziwne właściwości. Wylana na podwórze mogła spowodować pomór bydła gospodarza, dlatego przechowywano ją w jakimś starym glinianym naczyniu aż do dnia pogrzebu i, krótko przed wyruszeniem orszaku, stawiano na środku drogi, aby je wozy rozbiły. Równie magiczną moc przypisywano grzebieniowi, którym czesano włosy nieboszczyka. Trzeba go było wyrzucić, bo użycie go przez żyjącego mogło wywołać u niego ból głowy i spowodować wypadnięcie włosów. Uważano też bardzo, by przy szyciu śmiertelnego przyodziewku nie zrobić na nitce węzełka. Pętelka mogłaby ugniatać nieszczęśnika. Dzieciom wkładano do trumienki wszystkie skrawki, jakie pozostały po uszyciu dla niego sukienki. Gałganki miały bowiem służyć mu do zabawy. Młode dziewczęta ubierano w białą suknię, welon i wianek - jak do ślubu. A niemowlętom zakładano czepek - jak do chrztu.
  Wszystkie posługi poczynione dla umarłego musiały być wykonane bezinteresownie i bezpłatnie. Zanim przywieziono trumnę, nieboszczyka kładziono na piasku, który starano się później wyrzucić za płot. Gdyby pozostał w obrębie domostwa, mógłby umrzeć ktoś z rodziny zmarłego. Piasek ten nie mógł być wyrzucony na pole, bo wtedy byłoby nieurodzajne.
   W pożegnaniu zmarłego brała udział niemal cała wieś. Każdy poczuwał się do obowiązku zobaczenia go ostatni raz, dlatego wszyscy schodzili się do domu nieboszczyka, oglądali go i mówili nad nim pacierze. Wieczorami przychodziły przede wszystkim kobiety i dzieci. Odmawiały różaniec, śpiewały litanie i długie, smętne pieśni. Ostatniego wieczoru przed pogrzebem przychodziły młode dziewczęta i plotły wieńce. Jeśli nieboszczyk był gospodarzem, wplatały do wieńca zboża, zioła, aby miał na swym grobie wszystko, co za życia sprzątał ze swojego pola. Zmarłego obnoszono też dookoła domu, aby ostatni raz zobaczył swoje gospodarstwo.
   Na pogrzeb zapraszano gości, którzy uczestniczyli w nim, jadąc bryczkami. Kogo nie zaproszono, mógł odprowadzić trumnę tylko do figury - za wieś. Tu był postój, modlono się wspólnie, a jeden z członków rodziny dziękował wszystkim za udział w odprowadzeniu zwłok.
   Kto nie poszedł na pogrzeb i został w domu, musiał koniecznie poprzewracać wszystkie krzesła, na których stała trumna, aby nikt z domowników nie umarł. 
   Po pogrzebie odbywało się poczęsne, czyli poczęstunek w karczmie - dziś powiedzielibyśmy "stypa". Było to, wbrew pozorom, bardzo radosne przyjęcie. Jedzenia i wódki było sporo i, choć wspominano zmarłego, jego chorobę i inne okoliczności śmierci, humory żałobnikom dopisywały. Czasami nawet uroczystość taka była okazją do swatania owdowiałej małżonki lub owdowiałego małżonka. Po stypie zanoszono trochę wódki nieboszczykowi. Jeśli z postawionego na grobie kieliszka ulotniło się przez noc nieco alkoholu, powiadano że nieboszczyk skosztował trunku.

   Wszystkich Świętych i Zaduszki
1 listopada obchodzimy kościelne święto Wszystkich Świętych. Ustanowił je papież Jan XI w 835 r. W tym dniu na cmentarzach odbywają się msze i procesje. Każdy stara się odwiedzić groby swoich najbliższych, złożyć kwiaty, zapalić znicze i pomodlić. To także okazja do uzyskania odpustu zupełnego, który można ofiarować za duszę kogoś zmarłego.
   2 listopada to Zaduszki - dzień poświęcony modlitwom za zmarłych. Święto to zostało wprowadzone w 998 r. w benedyktyńskim klasztorze w Cluny przez opata św. Odyliona.  
   Pierwsze wzmianki o Zaduszkach znajdują się w kalendarzu cysterskim z wielkopolskiego Lądu z XII w. Ale tradycja Zaduszek sięga jeszcze czasów przedchrześcijańskich. W Polsce odprawiano tzw. Dziady. Miały one na celu nawiązanie kontaktów z duszami zmarłych. Obrzędy te stały się inspiracją dla dramatu Adama Mickiewicza.
   W Wielkopolsce, tak jak w innych miejscach kraju, na grobach składano pożywienie dla dusz. Janina Dydowiczowa w "Kulturze ludowej Wielkopolski"- choć trudno w to uwierzyć - pisze o tym, że we wsi Michałów w powiecie kaliskim niektórzy mieszkańcy, w tajemnicy przed księdzem i sąsiadami, zanosili na groby chleb i wodę jeszcze w 1960 roku.
   Powszechne było przeświadczenie, że w tych dniach dusze zmarłych są blisko żywych. Wśród ludu krążyły opowieści o tym, że o północy z pierwszego na drugiego listopada zapalają się światła w wiejskich kościółkach. Niektórzy słyszeli nawet jak grały organy. Wierzono, że w noc zaduszną z cmentarza do kościoła idzie procesja duchów. Dlatego zapalano świeczki, aby duszyczkom oświetlić drogę podczas pochodu do świątyni.
   Wierni dbali także o wybawienie z czyśćca dusz zapomnianych lub zeszłych z ziemskiego padołu bez Sakramentu, np. poległych czy topielców. Zbierano więc na ten cel jałmużnę i odmawiano pacierze. Modlitwy za konkretnych zmarłych - tak zwane "wypominki" bądź "wymienianki" są odprawiane do dziś.

Zaglądałam, skorzystałam, polecam:
1. Zofja Bellmanówna: Przyczynki do zwyczajów pogrzebowych w Polsce, Wici Wielkopolskie 1932 nr 11, s. 84
2. Andrzej Brencz: Wielkopolski rok obrzędowy. Tradycja i zmiana, Poznań 2006
3. Kultura ludowa Wielkopolski, red. J. Burszta, Poznań 1967, t.3

Ostatnio zmienianysobota, 08 lipiec 2017 17:32

Z wykształcenia bibliotekarz, ale lubi odnajdywać ślady przeszłości nie tylko na kartkach książek. Zafascynowana wielkopolską prowincją najchętniej spędza wolny czas na wsi lub w małych miasteczkach - regionalistka z romantyczną duszą. Zwiedza Wielkopolskę, szukając ciekawych miejsc i niezwykłych historii, którymi dzieli się na zainicjowanym przez siebie portalu wielkopolska-country.pl.

Skomentuj

Powrót na górę
Nasz portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki. Więcej o naszej Polityce prywatności
Zgadzam się