Śmierć w świetle księżyca

Księżyc jest natchnieniem poetów i ulubieńcem zakochanych. Srebrzyste światło księżyca w pełni działa jak sceniczny reflektor. W taką noc każdy dom, płot, drzewo wydają się być elementami teatralnej scenografii. Świat wygląda wyjątkowo pięknie, magicznie i wyraziście. Czasem jednak światło księżyca bywa zgubne. Są bowiem sprawy, które lepiej załatwiać pod osłoną nocy.

    W nocy z 21 na 22 września 1944 roku, we wsi Rzecin koło Wronek, wylądowało szesnastu zwiadowców. Byli to żołnierze Armii Czerwonej - Rosjanie i Polacy. Ich misją było rozpoznanie sytuacji na tyłach wroga przed ofensywą na Berlin. Grupa miała też stanowić wsparcie dla oddziału Mikołaja Kozubowskiego działającego w tym rejonie. Spadochroniarze wylądowali w Rzecinie około 23.00 prawdopodobnie w wyniku pomyłki pilota, który zrzucił skoczków prosto na oddział stacjonującego tutaj Wehrmachtu i konną grupę własowców.
   A była to jedna z tych pięknych, magicznych księżycowych nocy. W srebrnym świetle białe parasole spadochronów były jeszcze bardziej widoczne na tle ciemnego nieba - jakby ktoś podświetlał je latarką. Księżyc okazał się zdrajcą, a noc dramatyczna. Niemcy mieli zwiadowców jak na tacy i zareagowali błyskawicznie. Trzech spadochroniarzy zabito jeszcze w locie, a sześciu, ukrywających się w zaroślach nad jeziorem i w okolicach leśniczówki Lutyniec, ujęto. Część grupy wpadła do Jeziora Rzecińskiego i potopiła się. Zatonął także sprzęt oddziału i zapasy, jakie transportowano dla Kozubowskiego.
   Tylko siedmiu zwiadowcom udało się uciec. Trzech polskich skoczków ukryło się w stogu siana, ale zadenuncjował ich niemiecki gospodarz. Wehrmacht użył jako żywych tarcz polskich mieszkańców wsi – wykorzystali ich do poszukiwań sprzętu i broni skoczków, w obawie przed zastosowaniem wybuchowych pułapek, w wyniku czego Polacy poddali się i zostali wywiezieni do aresztu w Szamotułach. Jeden z Polaków z Lublina, zastępca dowódcy, popełnił samobójstwo, strzeliwszy do siebie ostatnim posiadanym pociskiem.
  Jednym z zastrzelonych na miejscu był dowódca grupy - Szłykow. Szłykowa, jego zastępcę i jednego Polaka pochowano pod rzecińskim lasem.
   Po wojnie, w 1947 roku, ich ciała przewieziono do Wronek. Polaka pogrzebano na cmentarzu parafialnym, a Rosjan na Rynku. 21 kwietnia 1970 zwłoki Rosjan przewieziono na cmentarz wojskowy Miłostowo w Poznaniu i złożono je w kwaterze 2A.
   W miejscu pierwotnego pochówku stoi dziś pomnik upamiętniający wydarzenia tamtej wrześniowej, księżycowej nocy.
   Pomnik zwiadowców w Rzecinie stoi przy gruntowej drodze na Wronki, niedaleko leśniczówki Lutyniec. Odsłonięto go w 1969 roku. Jest to duży głaz narzutowy, do którego przymocowano tablicę przedstawiającą spadochron. Na kamiennym cokole pomnika wmurowana jest druga tablica z napisem:

"Na wieczną pamięć
partyzantów sztabu 
Armii Czerwonej 
i ruchu oporu
Puszczy Nadnoteckiej 
poległym w 1944 r.
Społeczeństwo i kombatanci."

Zaglądałam, skorzystałam, polecam:
1. Paweł Anders, Władysław Kusiak: Puszcza Notecka. Przewodnik krajoznawczy, Poznań 2011
2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_zwiadowc%C3%B3w_w_Rzecinie (dostęp 26.04.2016)

Ostatnio zmienianysobota, 08 lipiec 2017 17:37

Z wykształcenia bibliotekarz, ale lubi odnajdywać ślady przeszłości nie tylko na kartkach książek. Zafascynowana wielkopolską prowincją najchętniej spędza wolny czas na wsi lub w małych miasteczkach - regionalistka z romantyczną duszą. Zwiedza Wielkopolskę, szukając ciekawych miejsc i niezwykłych historii, którymi dzieli się na zainicjowanym przez siebie portalu wielkopolska-country.pl.

Skomentuj

Powrót na górę
Nasz portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki. Więcej o naszej Polityce prywatności
Zgadzam się