Magdalena Berny: Moje fotografie to tęsknota za beztroskim dzieciństwem

Z Magdaleną Berny, fotografem dzieci rozmawia Izabela Wielicka.

Każdy z nas fotografuje - chcemy uwiecznić rodzinne wydarzenia, upamiętnić nasze podróże. A kiedy zaczęła Pani sięgać po aparat bardziej świadomie, chcąc zrealizować swoje artystyczne pomysły na fotografię?

- Moja przygoda z fotografią (a w zasadzie bardziej z fotografią dziecięcą) zaczęła się w momencie, kiedy w moim życiu pojawiły się moje własne dzieci. Dla wielu fotografujących rodziców moment przyjścia na świat ich własnych pociech jest przełomowy, tak było i w moim przypadku. Sposób fotografowania zmienia się wraz z tym jak moje dzieci rosną. Z początku była to bardziej obserwacja. Teraz, kiedy dzieci są starsze, mogę sobie pozwolić na większą swobodę i moja fotografia to już bardziej kreacja i realizacja jakichś moich wizji.

Fotografuje Pani przede wszystkim dzieci. Dlaczego?
- Odpowiedź jest bardzo prosta. Kiedy przyszły na świat moje dzieci, wiedziałam już, że to im chcę poświęcić swój czas. Zrezygnowałam z pracy na rzecz wychowania dzieci i prowadzenia domu. Taka decyzja nigdy nie jest łatwą - często wymaga wielu kompromisów, a na początku nawet rezygnowania z siebie. Na szczęście odnalazłam hobby, które daje mi wiele satysfakcji. W dodatku, jak się okazało, udało mi się dość zgrabnie połączyć hobby z macierzyństwem. Z czasem moje hobby przekształciło się w pasję i pozwoliło mi się realizować na innych polach. Nie wyobrażam sobie siebie bez dzieci i bez fotografii. Te dwa aspekty mojego życia łączą się i przenikają. To jest to, co pozwała mi czerpać radość z życia. Poza tym warto też uwieczniać dzieci na zdjęciach, zmieniają się i rosną tak szybko.

Na Pani fotografiach są głównie Pani dzieci - dwunastoletni Staś i jedenastoletnia Marysia, ale angażuje Pani również do sesji innych modeli. W jaki sposób ich Pani szuka? Czy są to dzieci znajomych?
- To prawda. Fotografuję głównie moje własne dzieci. Pozostałe dzieci to, jak je nazywam: „moje dzieci przysposobione fotograficznie”. Najczęściej są to znajomi (koleżanki i koledzy) moich dzieciaków, dzieci z sąsiedztwa, szkoły itp. Często znajduję w moim najbliższym otoczeniu twarz, która mnie w jakiś sposób zaciekawia, inspiruje. Dzieci chętnie stają przed moim obiektywem, staram się by zawsze czuły się komfortowo w czasie fotografowania i, oprócz własnych pomysłów, często wykorzystuję ich własne. Dzięki temu mają poczucie współtworzenia tego co robię i tym chętniej ze mną współpracują.

Czy do konkretnej sesji poszukuje Pani dzieci o określonym wyglądzie, np. z jasnymi włosami?
- To nie tak, że mam wizję sesji . To raczej buzia dziecka mnie do czegoś inspiruje - to ona jest zalążkiem pomysłu. Choć w czasie, w jakim zajmuję się fotografią, przed moim obiektywem znalazło się już kilkanaście twarzyczek i czasem bywa tak, że widząc konkretną scenerię myślę sobie „ O to miejsce idealnie współgrałoby z urodą Jagny!”. Można powiedzieć, że mam już jakiś swój „bank twarzy”, na którym opieram swoje pomysły na portrety.

Na Pani fotografiach widzimy na ogół dzieci smutne, a jeśli nie smutne, to w każdym razie bardzo poważne. Kiedy pojawia się uśmiech na ich twarzach, to jest on bardzo subtelny. To trochę odmienne spojrzenie na dziecko. Pani zdjęcia są dzięki temu bardzo charakterystyczne. Jest w nich jakaś nostalgia, jakaś magia… Wyraziste i poważne oczy Pani małych modeli nie zostawiają odbiorców obojętnymi.
- To prawda. Zamyślenie, oderwanie, powaga, a nawet smutek, często goszczą na moich fotografiach. Myślę, że wszystkie emocje są warte uwiecznienia, nie tylko uśmiech i radość, choć i te znaleźć można w moich kadrach. Nie oznacza to bynajmniej , że dzieci które fotografuję na co dzień są smutne i poważne. To normalne wesołe i tryskające energią dzieciaki jedynie ja uwieczniam je w momencie, jaki dobrze komponuje się z klimatem moich zdjęć - z nutą niedopowiedzenia i tajemniczości.

Długo musi Pani pracować z dzieckiem, by osiągnąć efekt takiej zadumy? Dzieci to żywioł, który chyba nie tak łatwo okiełznać ?
- Wszystko zależy od dziecka. Nie zakładam, że każdy mój pomysł na zdjęcie wypali. Często jest tak, że muszę się spotkać kilka razy zanim uda mi się zrobić to jedno zdjęcie, które zamierzałam. A czasem bywa tak, że moja wizja kadru ulega jakiejś modyfikacji w czasie robienia zdjęć. Dzieci same z siebie mają wiele do zaoferowania, wystarczy tylko dać im trochę czasu i poobserwować. Fotografując dzieci trzeba mieć dużo cierpliwości i wyrozumiałości

Zdjęcia portretowe przypominają portrety malarskie. Inspiruje się Pani malarskimi dziełami sztuki? Przyznam, że zdjęcia Pani córki i jej oczy skojarzyły mi się z obrazem „Dziewczyna z perłą” Johannesa Vermeera.
- Malarstwo portretowe z różnych epok jest dla mnie kopalnią inspiracji. Nie staram się jednak wiernie odwzorowywać namalowanych już portretów. Nawiązania do wspomnianego malarstwa są bardziej widoczne w wykorzystaniu światła, zastosowanej palecie barw itd.

Najbardziej zachwyciły mnie zdjęcia plenerowe. Gdzie Pani znalazła takie piękne miejsca, tak piękną scenografię?
- Scenerią moich zdjęć są najczęściej miejsca, w pobliżu których mieszkam i które często odwiedzam. Bardzo wiele spośród moich fotografii plenerowych powstało w Arboretum Kórnickim. Mam ten komfort, że mieszkam w Kórniku i przypałacowy park znam jak własną kieszeń. Z tym miejscem mocno związane jest dzieciństwo moich dzieci. To właśnie tam udawałam się z dzieciakami na codzienne spacery. Tam moje dzieci miały możliwość zobaczyć, jak zmienia się przyroda podczas kolejnych pór roku. Samo Arboretum jest bardzo interesującym miejscem także dla osób dorosłych. Jest to największe i najstarsze arboretum w Polsce i czwarte, co do wielkości kolekcji, w Europie. Mnie niezmiennie zachwyca Aleja Generałowej Zamoyskiej. Tworzące ją lipy liczą sobie około 300 lat. Co roku też z zachwytem przyglądam się kwitnącym magnoliom, lilakom azaliom i różanecznikom. Arboretum to miejsce, gdzie można spotkać gatunki drzew i krzewów z całego świata. Na jego terenie została wytyczona ścieżka turystyczno-edukacyjna „Drzewa Świata”. Spacerując tą ścieżką możemy poznać około 25 różnych gatunków, które naturalnie występują w Ameryce Północnej, Azji i Europie.
   Moim drugim ulubionym miejscem są dwie aleje - brzozowa i kasztanowa. Aleja Kasztanowa (pomnik przyrody) tzw „Palestynka” jest położona równolegle do biegnącej przez Kórnik trasy S11 i łączy Kórnik z miejscowością Kromolice. Obie aleje łączą się w jednym miejscu i są fantastycznym plenerem zdjęciowym - zachwycają o każdej porze roku.
   Z aparatem często goszczę też w Dworku w Koszutach (Muzeum Ziemi Średzkiej) otaczający dworek park jest bardzo fotogenicznym miejscem. Polecam też odwiedzić sam dworek. Stała ekspozycja w 7 salach odtwarza wygląd typowego dworu szlacheckiego z końca XIX i początku XX w.
   Oprócz wspomnianych przeze mnie i szerzej omówionych miejsc, z aparatem odwiedzam chętnie zespół parkowo-pałacowy w Rogalinie. 

Plenerowe zdjęcia są niezwykle udane, przepiękne. Ich sukces polega na tym, że krajobraz nie jest tylko tłem dla modela. Przyroda pełni w stosunku do niego rolę równorzędną. Fotografowane przez Panią dzieci dotykają przyrodę i stapiają się z nią w jedną całość. Na wielu zdjęciach świetnie podkreśla to Pani kolorem. Ubrania dzieci często są tej samej barwy co: kwiaty, zboże, trawa i inne elementy natury. Osiągnęła Pani w ten sposób - nie tylko świetny efekt plastyczny - ukazała Pani symbiozę dzieci z naturą. Patrząc na te zdjęcia, ma się wrażenie, że dzieci należą do zupełnie innego świata niż dorośli. Odkrywa Pani pewną dziecięcą tajemnicę - ich pierwotną niemal, nieskażoną niczym naturalność.
- Kontakt dziecka z przyrodą to częsty motyw, który przewija się w moich fotografiach. Mi dzieciństwo kojarzy się właśnie z tym - z dreptaniem po leśnych ścieżkach, z zapachem kwiatów zerwanych na łące, ze zbieraniem kasztanów jesienią. Myślę że moje fotografie wyrażają jakąś tęsknotę za beztroskim dzieciństwem i za czasem, kiedy byliśmy dziećmi. Potrafiło nas wtedy zachwycać dosłownie wszystko. W mojej fotografii staram się unikać nawiązania do współczesnego świata. Unikam raczej atrybutów nowoczesności. Bajkowe scenerie moich plenerów świetnie się moim zdaniem wpisują w tę stylistykę.

Mówi Pani o sobie, że jako fotograf, jest Pani samoukiem i amatorem. Ma Pani jednak na koncie wiele nagród i sukcesów fotograficznych. Pani zdjęcia są zauważane i to głównie za granicą. Które z tych wyróżnień są dla Pani szczególnie ważne?
- Tak, to prawda. Jestem amatorem i samoukiem. Jednak, jak każdy, mam potrzebę samosprawdzenia się i zmierzenia z nowymi wyzwaniami. Swego czasu, brałam udział w wielu konkurach fotograficznych. Nie potrafię jednak powiedzieć, która nagroda była dla mnie najważniejsza. Myślę, że każda była na swój sposób cenna. Dobrze pamiętam moją pierwszą nagrodę. Było to wyróżnienie, jakie otrzymałam w II edycji ogólnopolskiego konkursu fotograficznego "Wszystkie dzieci świata" w 2008 r., organizowanym przez Europejskie Centrum Bajki w Pacanowie. Sporym osiągnięciem był też dla mnie złoty medal w kategorii „portret” oraz tytuł najlepszego autora konkursu, jaki otrzymałam w 2011 roku w konkursie „PORTRAIT”, organizowanym przez serbski Fotoclub 202. Cenię też sobie złoty medal uzyskany w austriackim konkursie Trierenberg Super Circuit (najstarszy i jeden z najbardziej prestiżowych konkursów fotograficznych pod patronatem FIAP i PSA).

Pani zdjęcia znalazły się także na okładkach książek. Czy w wyniku jakiegoś konkursu czy wydawcy sami zgłosili się do Pani ?
- Jeżeli chodzi o publikacje w prasie i wykorzystanie moich zdjęć przy projektach okładek książek to wydawcy sami zwracają się do mnie. Portret mojego syna zdobi m.in. okładkę włoskiego wydania „Dziennika Irlandzkiego” autorstwa Heinricha Boll’a. Na swoim koncie mam publikacje w brytyjskiej prasie poświęconej fotografii m.in. w "Digital Photo" oraz "Digital Camera World". Niedawno, w marcowym numerze Polskiego wydania "Digital Camera", ukazał się wywiad ze mną, poświęcony fotografii rodzinnej. Nakładem 1x Innowations ukazał się poradnik fotograficzny „Photo Inspirations - secrets behind stunning images”, a w nim artykuł poświęcony fotografowaniu dzieci mojego autorstwa. 
  Wszystkie te drobne sukcesy bardzo mnie motywują do dalszych działań fotograficznych i przysparzają sporej satysfakcji. Miło jest czuć, że to co robimy stanowi wartość nie tylko dla nas lecz także dla innych.

Bardzo dziękuję Pani za rozmowę. Życzę wielu udanych zdjęć, odkrycia nowych wielkopolskich plenerów i kolejnych sukcesów.

 Galeria zdjęć Magdaleny Berny: www.magdalenaberny.com

Ostatnio zmienianypiątek, 13 luty 2015 18:40
  • Oceń ten artykuł
    (6 głosów)
  • Dział: Rozmowy
  • Czytany 10110 razy

1 Komentarz

  • mietek

    mietek

    Link do komentarza wtorek, 18, marzec 2014 10:10

    Zawsze oglądam Pani zdjęcia z zachwytem. To rodzaj fotografii, jaką lubię - piękne, zmysłowe, nawiązujące do malarstwa starych mistrzów.
    W czasach, gdy właściciel aparatu - bo nie można nazwać go fotografem - zakłada własną stronę i nazywa się 'artystą', Pani zdjęcia są dowodem, że prawdziwa sztuka istnieje.
    Pozdrawiam!
    mb.

Skomentuj

Powrót na górę