Paweł Chmielarz: Drzewa są ze mną każdego dnia

Z dr. hab. Pawłem Chmielarzem z Instytutu Dendrologii Polskiej Akademii Nauk w Kórniku rozmawia Izabela Wielicka.

Swoje życie zawodowe związał Pan z drzewami. Co o tym zadecydowało? Przypadek, czy drzewa są Pana miłością od dziecka?
Przyrodą interesowałem się już w szkole podstawowej, chociaż chęć rozróżniania przeze mnie gatunków drzew pojawiła się trochę później. Chyba to był przypadek, że trafiłem do instytutu badającego drzewa, bo studiowałem rolnictwo, a nie leśnictwo. Pod koniec studiów specjalizowałem się z łąkarstwa, ale doktorat zrobiłem już na wydziale leśnym AR w Poznaniu. Po studiach wiedziałem tylko tyle, że chciałbym zajmować się roślinami i trafiłem do Instytutu Dendrologii badającego drzewa.
Od początku pracy naukowej w Kórniku zajmuję się małą cząstką drzew leśnych - nasionami jakie wytwarzają. W Pracowni Biologii Rozmnażania i Genetyki Populacyjnej badamy procesy ustępowania spoczynku nasion w kontrolowanych warunkach, możliwości ich przechowywania w bankach genów, kriokonserwacją, czyli przechowywaniem w ciekłym azocie (w temperaturze -196°C). Zajmujemy się mikrorozmnażaniem drzew, czyli kulturami in vitro. Badamy też procesy zachodzące w nasionach drzew na poziomie fizjologicznym i genetycznym.

Jak ocenia Pan stan i ochronę drzew w Polsce?
Generalnie dobrze. Drzew wciąż przybywa w Polsce i w Europie, lesistość w Polsce od czasów drugiej wojny światowej wzrosła prawie o 1/3. Uważam, że obecne prawo dobrze chroni drzewa. Chodzi o to, żeby szczególnie chronione były drzewa pomnikowe.
Jeśli chodzi o teren prywatny, zostawiłbym większą możliwość decydowania o drzewach tym, którzy je posadzili. W moim ogrodzie są drzewa, których nie pozwoliłbym nikomu wyciąć za żadne skarby świata, ale z różnych względów zdarza się, że niektóre muszą być usunięte. W ogólnym rozrachunku w moim ogrodzie 30 lat temu rosło jedno owocowe drzewo, teraz jest ich kilkadziesiąt gatunków i w większości nie są to drzewa owocowe. Jest siedem dębów, lipy, graby, świerki, sosny. Chciałbym, żeby ludzie sadzili w swoim otoczeniu jak najwięcej drzew. Mam w ogrodzie również gatunki przywiezione z dalekich podróży. Jest kilka z Kolorado czy z Francji, ale nie wszystkie dobrze rosną. Niektóre rosną na „pół gwizdka”, niektóre zamarły, inne dobrze sobie radzą w nowych warunkach.
Mówiąc o ochronie drzew i lasu w Polsce, należy w tym miejscu wspomnieć o Leśnym Banku Genów Kostrzyca, wybudowanym w Karkonoszach, w odległości 2 km przed Karpaczem w 1994 roku. W banku genów przechowywane są w specjalnych chłodniach, w temperaturze -20°C, również w ciekłym azocie, leśne zasoby genowe drzew i roślin zielnych w postaci nasion i ich fragmentów. Założenia projektowe tego banku genów powstały w Instytucie Dendrologii PAN w Kórniku. Obecnie przy tym banku genów powstało arboretum, które można zwiedzać podobnie jak leśny bank. Sam obiekt oferuje też bazę noclegową. W LBG Kostrzyca przechowywane są na przykład nasiona jesionu pospolitego - gatunku, który od kilkunastu już lat zmaga się z groźną chorobą grzybową wywołującą zamieranie jesionów, a spowodowaną przez grzyb Hymenoscyphus fraxineus, zabijający drzewa jesionu w całej Europie. Jak dotąd nie udało się opracować skutecznych metod walki z tym patogenem.

Dlaczego drzewa są takie ważne? Co dają nam drzewa?
Drzewa stwarzają nam przede wszystkim przyjazne środowisko do życia. Dawno, dawno temu to las był naszym naturalnym miejscem w którym spędzaliśmy większość czasu, nie jak teraz - biurko i komputer. Stąd wciąż w głębi duszy tęsknimy za drzewami i lasem. 
Las doceniłem wracając z wakacji z południa Europy - taki wysoki, gęsty, zielony las mieszany, charakterystyczny dla naszej strefy klimatycznej. W Grecji, czy we Włoszech praktycznie go nie ma ze względu na niewielką liczbę opadów. Podobnie nie znajdziemy lasu na amerykańskich preriach, czy azjatyckich stepach. Chyba, że większa liczba opadów w wyższych położeniach górskich w tych rejonach świata umożliwi pojawienie się tam lasu. Podziwiałem taki las w wyższych położeniach w Górach Skalistych w Kolorado i w Górach Tien-Szan w Kirgistanie. W Polsce możemy cieszyć się drzewami i pięknym lasem, który w większości na nizinach tworzy sosna zwyczajna, ale też dąb szypułkowy, buk zwyczajny, a w górach świerk pospolity, jodła pospolita i również buk.
Drzewa wzbogacają powietrze w tlen, korzystnie jonizują je ujemnymi ładunkami, przez co lepiej nam się oddycha w lesie. Las jest pełen fitocydów wytwarzanych przez drzewa, sprawiających, że powietrze jest w nim czyste i pozbawione grzybów i bakterii. Dają schronienie ptakom, są źródłem martwej materii organicznej stwarzającej dobre środowisko do życia wielu drobnym organizmom. W końcu przekształcają korzystnie glebę oraz utrzymują w niej prawidłowe stosunki wodne. W miastach drzewa zatrzymują na swoich liściach szkodliwe dla człowieka pyły. Można byłoby jeszcze długo wymieniać. Nawet w rolnictwie znane jest korzystne działanie pasów ochronnych złożonych z wybranych gatunków drzew. Widziałem takie pasy w ubogim w lasy Kirgistanie, ciągnące się kilometrami, a w Polsce w okolicach Turwi pasy śródpolne, założone już na początku XIX wieku przez generała Dezyderego Chłapowskiego. Zadrzewienia śródpolne zwiększają plon upraw ponieważ stwarzają korzystny mikroklimat dla wzrostu roślin, chronią glebę przed erozją, są też miejscem schronienia dla zwierząt. 
Niektórzy nie lubią lasu, wolą wolne przestrzenie ciepłego klimatu, porośnięte niewysokimi krzewami. Ja lubię las, szczególnie taki jasny wczesną wiosną, jak nie ma jeszcze liści, a runo leśne budzi się do życia. Drugi taki moment to bardzo krótki okres w lesie liściastym, może dwóch - trzech tygodni w maju, kiedy zaczynają pękać pąki i pojawiać się liście. W tym czasie jest już zielono, ale wciąż można widzieć daleko i podziwiać przestrzeń lasu z całym jego bogactwem form i kształtów. Tego nie ma już w ciągu roku. Latem liście krzewów podszytu i wyższych drzew osiągają w pełni swoje rozmiary ograniczając widok jedynie do kilku już metrów. 
Uważam, że w przyszłości coraz bardziej będziemy doceniać kontakt z naturą i przebywanie w lesie. Hector Garcia i Francesc Miralles napisali książkę „Shinrin-yoku” o japońskiej sztuce zanurzenia się w zieleni i odczuwaniu lasu wszystkimi zmysłami, też dotykiem, wdychaniem leśnych aromatów. W efekcie czego mamy zwolnić na chwilę i uspokoić umysł i serce. Myślę, że tego nam wszystkim brakuje, nie tylko tym wszystkim mieszkającym w mieście.

Jakich drzew jest w Wielkopolsce najwięcej? 
Każdy gatunek posiada naturalny zasięg występowania, chociaż spojrzenie na temat naturalnych zasięgów jest kwestią sporną w ostatnich czasach wśród naukowców. Drzewa mają duże właściwości adaptacyjne i przystosowują się w dłuższym okresie czasu do nowych warunków życia, zwiększając lub zmniejszając swój obszar występowania. W Wielkopolsce występowanie świerka, który posiada płytki system korzeniowy ogranicza mała liczba opadów w porównaniu z terenem górskim. Tak więc u nas króluje sosna zwyczajna, rośnie też dąb szypułkowy i grab pospolity.

Peter Wohlleben - niemiecki leśnik i autor popularnej książki „Sekretne życie drzew” uważa, że drzewa mają uczucia, porozumiewają się ze sobą i mają pamięć. Co Pan o tym sądzi? Czy skłania się Pan ku tej teorii?
Mam tę książkę, czytałem, podoba mi się. Wohlleben w bardzo ciekawy sposób przełożył wyniki najciekawszych badań naukowych z dziedziny biologii roślin drzewiastych, personifikując drzewa, przypisując im cechy ludzi. Okazało się, że pomysł się sprawdził bo sporo znajomych mi osób czytało tę książkę.
Czy drzewa mają uczucia tego nie wiem? Na pewno mają wiele mechanizmów regulujących reakcję na stres. Czy się porozumiewają? Na pewno tak. Na przykład akacja afrykańska zgryzana przez żyrafę potrafi zawiadomić drzewa swojego gatunku nawet na znaczne odległości i dzwonić na alarm, wysyłając z wiatrem substancje lotne, informujące inne akacje, że jej liście są niszczone. W odpowiedzi, oddalone akacje powiadamiane na czas produkują szybko w liściach niesmaczne dla żyrafy alkaloidy, które zniechęcają przybyłe żyrafy do konsumowania ich liści. Jest to jakaś forma komunikowania się.
Pamięć to procesy fizjologiczne, które zachodzą tak samo w organizmach zwierząt i roślin. Może w roślinach zlokalizowane są trochę w innym miejscu, w wyspecjalizowanych komórkach. Można z całą pewnością stwierdzić, że drzewa pamiętają o przebytym stresie. Świadczą o tym zmiany epigenetyczne (blokowania lub ekspresji genów DNA) nabywane w reakcji na czynniki środowiska i takie zmiany są dziedziczone. Zmiany na poziomie epigenomu obserwowaliśmy w naszych badaniach, na przykład w nasionach drzew przechowywanych w ciekłym azocie i dalej w wyrosłych z nich siewkach. Ludzie mają podobny mechanizm regulacji epigenetycznej na czynniki środowiska, w tym na stres. Czyli nie tylko geny determinują nasze życie, ale to jak dane geny będą uruchomione w DNA (ulegną ekspresji) w dużej części zależy również od nas.
Czy drzewa dbają jedne o drugie? W lesie istnieje duża konkurencja, głównie o światło i składniki pokarmowe w glebie. Jednak obserwuje się, że na przykład niektóre pniaki starych drzew wciąż żyją w otoczeniu drzew tego samego gatunku, mimo że nie mają już części nadziemnej, która zaopatrywałaby korzenie w składniki pokarmowe, głównie w cukry. Udowodniono, że korzenie młodych drzew łączą się z korzeniami tych starych i je odżywiają. Nieraz widziałem takie żywe pniaki po dębach czy świerkach. Pytanie, po co to robią ?

Niesamowite... Czy jest coś, co w pracy zawodowej, w badaniach, zaskoczyło Pana? 
Podczas badań nad klonowaniem dębów pomnikowych metodą mikrorozmnażania, które zakończyliśmy w ubiegłym roku, okazało się, że jeden z najstarszych dębów w Polsce - około 800-letni Dąb Rus z Rogalina (wiek określony przez dr. Krzysztofa Ufnalskiego z Instytutu Dendrologii) - namnażał się w kulturach in vitro lepiej niż młodsze dęby. To było zaskoczenie, ponieważ inne wiekowe dęby pomnikowe, a testowaliśmy ponad 20 okazów, nie namnażały się dobrze w kulturach in vitro. Materiał z wielu takich dębów zamierał po kilku miesiącach hodowli. Tak było na przykład z Dębem Bartek z Zagnańska, którego ulistnione pędy po dwukrotnym wprowadzeniu do sterylnych kultur w końcu bezpowrotnie utraciliśmy.
Cieszymy się, że na zakończenie 5-letnich badań sklonowaliśmy kilka ginących dębów pomnikowych. Posiadamy sklonowane sadzonki Dębu Chrobry (podpalony częściowo w 2014 roku), Dębu Bolesław (powalony przez wiatr w 2016 r.), Dębu Wybickiego z Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie i wreszcie klon Dębu Rus z Rogalina. Wykazaliśmy w naszym zespole, że możliwość do namnażania dębów pomnikowych to cecha osobnicza, niezależna od wieku drzewa. W ramach tego projektu powstała praca doktorska dr. Szymona Kotlarskiego „Ocena możliwości zachowania zasobów genowych najstarszych dębów (Quercus robur L.) w Polsce przez klonowanie in vitro oraz kriokonserwację”.

Jakie drzewa lubi Pan najbardziej i co o tym zadecydowało? 
To chyba zmienia się u mnie na przestrzeni lat. Generalnie nie mam swojego faworyta. Dęby oczywiście są w czołówce. Drzewa muszą współgrać ze środowiskiem, w którym występują, a więc wierzby przy brzegach rzek, olsze nad jeziorami, buki, jodły i świerki najlepiej prezentują się i rosną w terenach podgórskich i w górach.
Musze się przyznać do tego, że jest jeden gatunek drzewa, którego nie lubię. Jest to klon jesionolistny - gatunek nieciekawy, obcy i inwazyjny w Polsce. Posiada olbrzymie zdolności do rozmnażania, ponieważ produkuje ogromną ilość nasion, które kiełkują i zakorzeniają się nawet w zwartej darni. Zagospodarowuje nieużytki, wchodzi pierwszy w każde wolne miejsce, gdzie człowiek jeszcze nie zdążył powziąć decyzji, co tam posadzić. Chciałbym widzieć w wielu miejscach Wielkopolski inne, rodzime gatunki drzew niż właśnie ten.
W ogrodach lubię więcej drzew liściastych, bo to one pokazują nam cykliczność w przyrodzie i kolejne pory roku. To za ich sprawą zieleni się wokół nas na wiosnę, jesienią robi się kolorowo, a zimą mamy w mieszkaniu więcej światła, co jest niezmiernie istotne w okresie z krótkimi dniami. Iglaki owszem też bardzo lubię, ale w ogrodzie mają trochę inną funkcję niż drzewa liściaste. One mają swój złoty czas zimą. Najpiękniej wyglądają jak spadnie świeży śnieg. Wtedy nagle zauważam, że mam świerki, jodły, sosny, jałowce. Od grudnia do kwietnia to ich najlepszy czas! Wtedy drzewa liściaste dają im fory, schodząc ze sceny na dokładnie pół roku.
W Polsce mamy tak naprawdę niewiele ponad 20 gatunków drzew liściastych i iglastych razem wziętych. Warto znać chociaż 10 z nich!

 A czy jest w Pana życiu jakieś konkretne drzewo, które jest dla Pana szczególnie ważne? Z którym wiąże się jakieś osobiste wspomnienie, jakaś historia?
Jest ich klika w moim ogrodzie. Jest to szczep Świerka Andersona nazwany od imienia szwedzkiego genetyka, który poszukiwał w Polsce w 1953 roku słynnych, szybko rosnących, wysokich do 60 m, okazałych świerków w Istebnej w Beskidzie Śląskim. Ten świerk już nie istnieje, ale leśnicy z Nadleśnictwa Wisła zaszczepili parę egzemplarzy tego okazałego świerka. Drugim takim drzewem jest dąb Quercus muehlenbergii, który wyhodowałem z nasion przywiezionych przeze mnie z Kolorado. Bardzo dobrze rośnie, nie przemarza, ale jeszcze nie owocował. Podobnie olsza, wyhodowana z nasion zebranych z drzewa, które rosło przed naszym domem w Fort Collin w Kolorado, gdzie mieszkałem wraz z rodziną podczas rocznego stypendium Kościuszkowskiego w USA. Olsza ta wysypała z małych szyszek swoje czarne nasiona na świeży śnieg w styczniu i tak je łatwo zebrałem. Ważna jest też dla mnie piękna jodła przywieziona z Kirgistanu z cyklicznych wypraw naukowych „Lasy-Eurazji”. Cieszę się z już 20-letniego dębu szypułkowego, wyprowadzonego z kultur in vitro w naszej pracowni w Kórniku, który w tym roku pierwszy raz zaowocował i sypnął obficie żołędziami. Z dumą patrzę na bardzo prosty modrzew, który prawdopodobnie wyjdzie na prowadzenie w konkursie na najwyższe drzewo w moim ogrodzie. Z innej strefy klimatycznej przywiozłem kiedyś nasiono z kategorii recalcitrant (podobnie jak nasiona dębów, kategorii nasion wrażliwych na podsuszenie) roślin tworzących lasy namorzynowe (wchodzące w ocean) w Afryce. Posadziłem je w doniczce w specjalnie zasolonym środowisku. Skiełkowało, ale niestety po dwóch latach zamarło.
Każde żyjące drzewo w moim ogrodzie przypomina mi o czymś innym. Najczęściej są to bardzo miłe wspomnienia. Te drzewa to moi towarzysze z podróży i są ze mną każdego dnia. Drzewa mają tę przewagę nad nami, że żyją dłużej. Te co przetrwały trochę jeszcze poopowiadają swoją historię.

Pracuje Pan w Instytucie Dendrologii PAN w Kórniku, opiekującym się pięknym arboretum. To, że warto, a nawet trzeba je odwiedzić, nie ulega wątpliwości. Na co szczególnie zwróciłby Pan uwagę zwiedzającym?
Właśnie za chwilę odrywam się od komputera i wybieram się na mój codzienny, południowy spacer po arboretum. W ciągu roku wszystko tam się zmienia, miło to obserwować. W kolejnych latach cykl się powtarza. Przyjemnie widzieć te ciągłe zmiany w ciągu roku, a z drugiej strony taką stałość w tych zmianach. Każda roślina ma swój czas, kiedy zakwita lub jest najbardziej dekoracyjna ze względu na kolor liści czy barwę owoców.
Piękne są w Arboretum Kórnickim zwiastuny wiosny, kiedy kwitną śnieżyce i przebiśniegi, potem wchodzą magnolie, po nich lilaki czyli bzy. Bzy kończą kwitnienie, a rozpoczynają różaneczniki i azalie. Pełnia lata to chyba najmniej ciekawy okres na zwiedzanie arboretum. Potem znów jest ciekawie, są barwy jesieni i zapach opadłych liści drzewa ciasteczkowego! W listopadowej pogodzie, przy bramie od ulicy Parkowej, nagle znajdujemy się w lekkim, ledwo wyczuwalnym zapachu świeżo upieczonego ciasta, wyciągniętego przed chwilą z piekarnika. Niesamowite doznanie, dopadające mnie co roku z zaskoczenia. Potem przychodzi refleksja: no tak, przecież tutaj gdzieś musi rosnąć grujecznik japoński.
Na pewno warto zobaczyć w parku cypryśnik błotny z korzeniami powietrznymi czyli pneumatoforami. W arboretum są trzy takie drzewa sprowadzone do Kórnika przez Tytusa Działyńskiego. Polecam przejść się aleją lipową generałowej Zamoyskiej i zobaczyć w kwietniu nową kolekcję magnolii oraz dwie najstarsze magnolie Soulange`a rosnące przy zamku od strony arboretum.
Zamysłem syna Tytusa Działyńskiego - Jana było, ażeby powstał w przyszłości w Kórniku Zakład Badania Drzew i Lasu i tak też się później stało. Jednostka naukowa - Instytut Dendrologii wyrósł jak te drzewa z utworzonego kiedyś przez Tytusa i Jana Działyńskich Arboretum. W tym roku Instytut obchodził 85-lecie powstania.

Dziękuję bardzo za tę niezwykle ciekawą rozmowę o drzewach.

Na zdjęciu głównym Arboretum w Kórniku.

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 17 grudzień 2018 20:36

Skomentuj

Powrót na górę
Nasz portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki. Więcej o naszej Polityce prywatności
Zgadzam się