Wędrujący most w Czarnkowie

Już przy okazji pisania o kolejowej przeprawie przez Wartę w Stobnicy wpominałam, że mam wyjątkową słabość do mostów. Niektóre szczególnie chwytają mnie za serce, jak na przykład czarnkowski most nad Notecią. Zachwycił mnie pastelową, zielono-niebieską barwą, ażurową konstrukcją i pięknymi rozetami. Wydaje się lekki, delikatny i nie przytłacza malowniczego krajobrazu. Jest jak stalowa klamerka upięta nad niebieską wstążką Noteci. Nierzadko moje regionalne dociekania prowadzą mnie do interesujących odkryć, ale tym razem wyniki poszukiwań faktów, dotyczących mostu w Czarnkowie, szczególnie mnie zaskoczyły. Okazało się bowiem, że jego historia mocno splata się z historią mojej rodziny.

   Most drogowy w Czarnkowie
Noteć jest jedną z najważniejszych i najdłuższych rzek w Polsce. Wypływa z Jeziora Brdowskiego i Długiego i liczy 361 km. Przepływa przez trzy województwa: kujawsko-pomorskie, wielkopolskie i lubuskie oraz przez liczne jeziora, np. Gopło. Jest największym dopływem Warty. Na niemal całej długości jest rzeką żeglowną. Na 132 kilometrze, w Czarnkowie, Noteć ma swoją marinę i piękny kratownicowy drogowy most o burzliwej i skomplikowanej przeszłości.
   Czarnkowski most na Noteci usytuowany jest wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 178 relacji Wałcz - Oborniki. Dziewiętnastowieczna stalowa, nitowana przeprawa ma długość 62 m i szerokość 13,21 m. Jest dość delikatnej konstrukcji i, stojąc na nim, wyraźnie odczuwa się drgania wywołane przez przejeżdżające auta. Niezbyt przyjemne były to dla mnie doznania. Za to zachwycił mnie swoim pięknem - charakterystycznymi sterczynami, zdobieniami, pastelową barwą i niezwykłą historią. Most ten jest częścią dawnej fordońskiej przeprawy na Wiśle, nazywanej „wędrującym mostem”.

   Fordoński „wędrujący most”
Od 1973 r. Fordon stanowi dzielnicę Bydgoszczy, ale wcześniej był samodzielnym miastem. Fordon szczycił się m.n. pięknym mostem, zaprojektowanym przez niemieckiego architekta prof. Georga Christopha Mehrtensa i z inspiracji dziełami Gustawa Eiffel'a, znanego przede wszystkim dzięki paryskiej wieży. Do użytku oddano go w 1893 r. W uroczystości otwarcia osobiście wziął udział Wilhelm II. Koszt budowy mostu był gigantyczny i wynosił prawie 8,5 mln marek. Była to przeprawa kolejowo-drogowa o długości 1325 m, składająca się z 18 przęseł - 5 przęseł nad korytem Wisły oraz 13 mniejszych przęseł nad terenami zalewowymi. Był to najdłuższy most w Rzeszy Niemieckiej i trzeci w Europie. Przy jego budowie pierwszy raz na świecie wykorzystano stal zlewną. Na zakończeniu przyczółków mostowych zostały wybudowane wojskowe wartownie w formie wież. Jezdnia wraz z poboczami, jak i ciągi piesze miały nawierzchnię drewnianą. Nocą błyszczał w świetle naftowych lamp.
   Po zakończeniu I wojny światowej i zmianie granic przeprawa w Fordonie znalazła się w granicach Polski. Zainstalowano na nim trakcję elektryczną.
2 września 1939 r. most fordoński został zniszczony.  Podczas bombardowania przez lotnictwo niemieckie zostały odpalone miny,  założone w sierpniu 1939 r. przez polskie wojsko, i zawaliło się jedno przęsło. Kolejne 4 przęsła rzeczne zostały wysadzone przez wycofujące się oddziały polskie. Pozostałe 13 przęseł zachowało się w dobrym stanie.
   Na przełomie 1940 i 1941 r.zamontowano pięć nowych przęseł i przywrócono przeprawę przez Wisłę, ale 26 stycznia 1945 r. most fordoński został ponownie wysadzony przez wycofujące się wojska niemieckie. Most został całkowicie rozebrany w 1952 r. Na jego miejscu postawiono nowy, krótszy o 310 m. Przęsła w części zalewowej zastąpiono tańszymi w wykonaniu nasypami. Ale to, co zostało ze starego mostu i dało się jeszcze uratować, wykorzystano przy budowie innych przepraw.
  I tak 13 z 18 przęseł zabytkowego fordońskiego mostu służy nadal jako przeprawy rzeczne: 2 przęsła w Rybołach na Narwi, 2 przęsła w Brzegu nad Odrą, 3 przęsła w Dorohusku na Bugu, 3 przęsła w Jarosławiu na Sanie, 2 w Zosinie na Bugu i 1 przęsło w Czarnkowie na Noteci.
   Fordońska przeprawa przeszła do historii jako „wędrujący most”, a pięć powstałych z niego mostów nazywa się bliźniaczymi.
   Czarnkowskie przęsło jest doskonale zachowane, łącznie z charakterystycznymi sterczynami wystającymi ponad konstrukcję oraz ciekawymi zdobieniami. Zachowały się również części chodnika dla pieszych oddzielone oryginalną barierką.

   Ucieczka z Samociążka i rodzinne wspomnienia
W opowieściach rodzinnych często słyszałam o fordońskim moście. Zaraz po wybuchu II wojny światowej, wielu ludzi z Samociążka koło Koronowa - rodzinnej wsi mojej mamy - rzuciło się do panicznej ucieczki w kierunku Warszawy. Wśród nich byli moi dziadkowie - Stefania i Paweł Wojtynowscy. Pod swoją opieką mieli pięcioro dzieci, w tym moją mamę. Była zbyt mała, żeby pamiętać to wydarzenie, ale ciotki i nieżyjący już wujek opowiadali mi kiedyś o tym, jak podczas tamtej ewakuacji dotarli do Fordonu. Panika wśród ludzi była okropna. Każdy zabrał ze sobą tylko to, co zmieściło się na furmankach i co mogli utrzymać w rękach. Dzieci płakały, dorośli byli zdezorientowani, zwierzęta wystraszone. Tak naprawdę nikt nie wiedział czy ta ucieczka ma jakikolwiek sens.
   Kiedy przyszło im przeprawić się przez Wisłę, ludzie stanęli przed mostem, nie wiedząc co robić. Wiadomo było, że most obłożony jest ładunkami wybuchowymi, a nad ich głowami latały niemieckie samoloty i zrzucały bomby. W każdej sekundzie most mógł runąć. I wtedy z tłumu wyszła kobieta z krzyżem w ręce. Pobłogosławiła most i krzyczała do ludzi, że mają iść. Nie wiadomo, czy widok krzyża, czy raczej pewność i siła w głosie tej kobiety - a może jedno i drugie - sprawiły, że ludzie w trwodze i wielkim chaosie, ale jednak ruszyli na most. Kiedy tylko tłum przeszedł na drugą stronę rzeki, na ich oczach most osunął się do wody.
   Jakiś miesiąc potem ludzie uspokoili się trochę i wrócili do swoich domów. Niestety wielu mieszkańców Koronowa oraz rolnicy z okolicznych wsi zostali aresztowani i masowo rozstrzelani przez Niemców w lasach pod Buszkowem. Zginął również wówczas mój dziadek. Babcia całą wojnę miała nadzieję, że jej mąż jest w jakimś obozie i że po wojnie odnajdą się. Dopiero po wojnie, podczas ekshumacji dowiedziała się, że już od pięciu lat jest wdową.

***

    Kiedy zainteresowałam się mostem w Czarnkowie, nie wiedziałam, że jest on częścią fordońskiego mostu, o którym tyle słyszałam podczas rodzinnych spotkań. To odkrycie było dla mnie dużą niespodzianką i ogromnym wzruszeniem.

   Źródła:
1. Czarnków, most drogowy, http://westernpomerania.com.pl/czarnkow-most-drogowy?print (dostęp10.09.2019)
2. Aleksandra Warczyńska: Most bliźniak z Czarnkowa, https://wielkopolskaciekawie.pl/a-to-ciekawe/blizniacze-mosty-z-czarnkowa/ (dostęp10.09.2019)
3. Tomasz Zieliński: Niebawem historia mostu w Fordonie dobiegnie 125 lat, https://expressbydgoski.pl/niebawem-historia-mostu-w-fordonie-dobiegnie-125-lat/ar/12012002 (dostęp10.09.2019)
4. Przemysław Piotr Majkowski: O tym, jak to most w Fordonie trzy razy do Wisły spadł, http://www.pobydgosku.pl/2015/05/o-tym-jak-to-most-w-fordonie-trzy-razy.html (dostęp10.09.2019)
5. Zestawienie obiektów mostowych w rejonie dróg wojewódzkich w Czarnkowie, https://wzdw.pl/wp-content/uploads/zamowienia/Zestawienie%20obiekt%C3%B3w%20mostowych%20RDW%20Czarnk%C3%B3w.pdf (dostęp10.09.2019)
6. Wikipedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Most_fordo%C5%84ski_im._Rudolfa_Modrzejewskiego_
w_Bydgoszczy (dostęp10.09.2019)

Ostatnio zmienianypiątek, 13 wrzesień 2019 22:23

Iza DZ wykształcenia bibliotekarz, ale lubi odnajdywać ślady przeszłości nie tylko na kartkach książek. Zafascynowana wielkopolską prowincją najchętniej spędza wolny czas na wsi lub w małych miasteczkach - regionalistka z romantyczną duszą. Zwiedza Wielkopolskę, szukając ciekawych miejsc i niezwykłych historii, którymi dzieli się na zainicjowanym przez siebie portalu wielkopolska-country.pl.

Więcej w tej kategorii: « Tajemnica trzcianeckiej sarenki

Skomentuj

Powrót na górę
Nasz portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki. Więcej o naszej Polityce prywatności
Zgadzam się