Kosmos w starym dworku i gwiazdy w Chalinie

Pod koniec lata zabrałem moją kochaną rodzinkę, mimo jej początkowo dość wyraźnego sprzeciwu, na wycieczkę do Chalina. Zaprowadziły mnie tam moje zamiłowania astronomiczne, ale nie tylko. Jeśli chcecie dowiedzieć się dlaczego warto odwiedzić to magiczne miejsce, zapraszam do lektury.

 - Wstawać! Pobudka! Wyjeżdżamy! Ile można spać!? - byłem bezwzględny, powiedziałbym nawet bez serca. Riposta była jednak natychmiastowa i musiałem przyjąć całą serię pocisków w postaci poduszek, które dość celnie lądowały na mojej głowie. 
- Daj nam spać, sadysto! - krzyknęła żona. 
- No właśnie - wtórowały jej dzieci. 
- Wstawać, jedziemy zwiedzać obserwatorium astronomiczne! - byłem nieustępliwy.
- Co? Oszalałeś? Chcesz jechać do Torunia? - powiedziała żona ziewając.
- Jedziemy do Chalina! - odpowiedziałem z dumą i zadowoleniem.

   Cóż to jest u diaska ten Chalin? Pewnie pytacie w myślach. Otóż jest to mała wioska leżąca w Sierakowskim Parku Krajobrazowym niedaleko Sierakowa. W Chalinie znajduje się zabytkowy dwór, którego od ruiny uratował Związek Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego, przejmując go w swe zarządzanie w 1994 r. Po remoncie, który trwał blisko dwa lata utworzono tu Ośrodek Edukacji Przyrodniczej. W 2000 r. została zakończona budowa budynku formą zbliżoną do stylu dworów polskich. W nowoczesnych wnętrzach znajdują się 42 miejsca noclegowe, co umożliwia organizowanie tu zielonych szkół, różnych konferencji, spotkań z ciekawymi ludźmi, a ostatnio po wybudowaniu obserwatorium astronomicznego cykli spotkań o tematyce astronomicznej. 
   Pierwsze pisemne wzmianki o Chalinie pochodzą z początku XV w., kiedy był własnością Dobiesława Kwileckiego. Następnymi gospodarzami byli Śremscy i w końcu Kurnatowscy. Apolinary Kurnatowski wzniósł na bazie fundamentów starej posiadłości z XVII w. nowy dwór. Sam Kurnatowski, wielki patriota, podczas trwania Wiosny Ludów organizował raczkujące struktury powstańcze. Wykazał się nie lada sprytem, zakładając Klub Dżokejski. Jego członkowie bowiem, pod pozorem uprawiania sztuki jeździeckiej i polowań, organizowali tu ćwiczenia wojskowe. Dworek jest parterowy z naczółkowym dachem, prosty, niby zwyczajny, aczkolwiek bardzo dostojny. W 1880 r. zakupili go Zucherowie, którzy władali majątkiem do wybuchu II wojny światowej. Po wojnie, wiadomo jaki los spotkał polskie ziemiaństwo, więc dwór stał się własnością państwa. Do lat dziewięćdziesiątych XX w. działał tu Kombinat PGR w Kwilczu.
   Zostawmy może na moment historię i architekturę dworku i wróćmy do mojej podróży do Chalina. Nie trawię tych różnych GPS-ów i innych telefonicznych bajerów i posługuję się tradycyjną mapą - moją starą przyjaciółką, co moja rodzina ma mi za złe, ale wielokrotnie już zdarzyło mi się tryumfować, gdy te ich nawigacje wywiodły ich w pole. No, więc dojeżdżamy już do posiadłości drogami i alejami obsadzonymi setkami drzew jabłoni. Oj, jak tu musi być pięknie wiosną, gdy kwitną. Teraz też jest pięknie, bo w połowie września większość owoców jest już dojrzała i jabłka, rumieniąc się czerwienią, uśmiechają się do nas smakowicie. Zabawiamy się w zbójców atakujących stare drzewa, które w naszej wyobraźni są bogatymi i chciwymi kupcami, a jabłka to wielkie diamenty. Zrywamy kilka z nich - „diamenty” są przepyszne. Potem dowiaduję się, że jest to tzw. „Jabłoniowy Szlak”, czyli miejsce ochrony starych gatunków tych owocowych drzew. Projekt w 2009 r. utworzyło Stowarzyszenie Walor. Niesamowite, że w całym powiecie, w sadach i gospodarstwach, zidentyfikowano aż 53 odmiany jabłoni i to dawnych odmian, które są dziś bardzo rzadkie i nie występują w innych częściach kraju. W samych alejach chalińskich rozpoznano 15 odmian, z których 6 to „białe kruki” sadownictwa polskiego, a 7 to odmiany bardzo rzadkie. Działanie takiej ochrony drzew owocowych, ale pozostałych również, jest bardzo ważne i ma na celu uświadomienie społeczeństwu, jakie niebezpieczeństwa grożą nam w przypadku zaniku drzew śródpolnych, bez których gleba będzie jałowa, narażona na erozję wietrzną. Gdzie się podzieją rośliny i zwierzęta, którym zabraknie ich dawnych siedlisk? A co z krajobrazem, którym jeszcze - powtarzam - jeszcze się zachwycamy? Za kilkadziesiąt lat będzie to krajobraz podobny do tego, jaki jest na Księżycu czy Marsie. Obym się mylił…
   Jesteśmy u celu. "Dwór jak dwór” - powiedziałby ktoś nieczuły na piękno dawnej architektury, ale dla mnie, to nie lada gratka i przeżycie. Zwiedzanie zaczynamy od nowego budynku, który szczerze mówiąc niespecjalnie mnie interesuje - czysty, schludny, przyjemny, ale brak mu duszy. Jest tu kuchnia, stołówka, sala konferencyjna i ładne pokoje. Skoro interesuje mnie astronomia, najbardziej oczywiście zaciekawić mnie musiała pracownia astronomiczna, w której znajdują się: teleskopy, lornetki astronomiczne, modele układu słonecznego, planet, mapy nieba itd. Nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem sobie selfie z teleskopem Newtona na montażu Dobsona o średnicy zwierciadła 12 cali (30cm z haczykiem). Mój domowy teleskop Bresser-Messier N-130 wygląda przy nim jak małe dziecko.
   Idziemy dalej do parku dworskiego o powierzchni 4 hektarów, w którym rosło kilka pomnikowych drzew. Piszę rosło, ponieważ ostał się tylko platan klonolistny o obwodzie 530 cm. Niestety kasztan jadalny o obwodzie 550 cm i cenna choina kanadyjska 232 cm zostały powalone przez szalejące wichury. Ponieważ w mej duszy cały czas tli się miłość z dziecięcych lat do wszelakich przygód, piratów, zbójców etc., etc., szalenie zaciekawiła mnie historia dwóch dębów posadzonych w parku w 1997 r. Co łączy dęby ze zbójowaniem? A to, że te tu w parku rosnące zostały rozmnożone przez klonowanie nieśmiertelnego dębu, w którego konarach siedzibę miał sam… Robin Hood! Nie, nie, to nie żart, poświadczyć o tym mogą specjalne certyfikaty z hrabstwa Nottingham, z którym Związek Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego współpracuje od wielu lat.
   Z lewej strony mijamy park i wchodzimy na teren rekreacyjny, który dostarcza uczestnikom zielonych szkół, wycieczek i zwykłym turystom wielu atrakcji. Znajduje się tu kuźnia i chata słowiańska. W specjalnym wigwamie, przy ognisku z kiełbachą w ręku, posłuchać można ciekawych opowiadań o regionie. Pograć można w piłkę nożną czy koszykówkę, postrzelać z łuku, zobaczyć domki-hotele dla owadów, a najmłodsi mogą czas wolny beztrosko spędzić na placu zabaw. No i tu znajduje się „moja upragniona”! To dla Niej przecież specjalnie tu przyjechałem. Ją chciałem zobaczyć, dotknąć, podziwiać... Co to za kobieta spytacie? Już by mi żona dała kobietę! To nie kobieta, tylko Kopuła Astronomiczna, której sercem jest teleskop w układzie Ritchey-Chretiena o średnicy lustra 14 cali, czyli 35cm. Trzeba wspomnieć, że to właśnie tu w Chalinie utworzono Ostoję Ciemnego Nieba. W miejscu takim nie mogło zabraknąć nowoczesnego obserwatorium, z którego korzystają naukowcy, amatorscy badacze nieba oraz studenci.
   Kierujemy się teraz do zabytkowego dworu. Serce mi bije coraz mocniej, bo przygotowując się do tej wizyty przeczytałem, że tu… straszy! Najpierw ku memu zdziwieniu schodzimy bocznym wejściem po schodach do piwnic, lochów jakichś, w których urządzono specjalną jaskinię z bogatą kolekcją minerałów. Styropianowe stalaktyty i stalagmity wraz z podświetlonym stawkiem wypełniają sztuczną grotę. Dostrzegam te tak bardzo charakterystyczne dla czasów renesansu łukowate sklepienia i wypukłe fundamenty ścian, otynkowane z wystającymi tu i ówdzie kamieniami. A gdy słyszę, że właśnie tu w tych lochach prawie 400 lat temu dokonała się zbrodnia, już oczyma wyobraźni przenoszę się do tych wydarzeń i staję obok fatalnej femme fatale, czyli kobiety, która zastrzeliła tu jednego ze swych mężów. Jednego, bo trzech innych wybranków życia otruła grzybami. Teściowi też się dostał napar z czerwonych muchomorków. Wyobrażając sobie scenę mordu, przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. Poczułem jakby ktoś ręką chwycił mnie za ramię, a że szedłem ostatni za wszystkimi, skoczyłem gwałtownie w górę i prawie „łeb” sobie rozbiłem o niski sufit XVII-wiecznej piwnicy. Oczywiście nie przyznałem się rodzinie, że właśnie nawiedził mnie duch i niepewnym głosem zadrwiłem z własnego gapiostwa. Loszek jednak opuściłem szybko, z ulgą i bez żalu. Następnie udaliśmy się do dworu. Wciąż jeszcze niepewny i wystraszony, trzymałem się teraz blisko grupy. Nie zdążyłem jeszcze dojść do siebie, a moim oczom ukazał się wiszący na ścianie portret Barbary Brezianki, bo tak się nazywała ta okrutna, lecz piękna dama. Struchlałem, bo - przysięgam - puściła do mnie oko, uśmiechając się ironicznie i jednoznacznie. - A więc moje dni są już policzone - pomyślałem. Wolałbym się jej nie spodobać… Na szczęście czytacie to, więc jeszcze żyję i mam się dobrze. 
   Wnętrza dworku były gruntownie przebudowane, ale zachowały swój urok, czar i tą specyficzną funkcjonalność ziemiańską. Niestety, jak wiadomo, prawie żadnego polskiego dworu nie ominęły wojenne zawieruchy, szabrownictwo i przede wszystkim okupacje. Tu też wszystko zostało rozkradzione i nie można podziwiać już eksponatów z epoki, ale za to przecież dwór posiada inne, być może cenniejsze, które mają za zadanie edukować, uświadamiać młodzieży (i dorosłym!) o zagrożeniach wynikających ze zbyt nadmiernego wykorzystywania zasobów przyrodniczych, o problemach przyrody, o ekologii.
   Dziś dworek pełni rolę muzealno-konferenycjo-noclegową. Oglądać tu można przebogatą wystawę przyrodniczą, zawierającą eksponaty związane z florą i fauną Sierakowskiego Parku Krajobrazowego. Wielką atrakcją, nie tylko dla dzieci, jest elektroniczna tablica „Leśny Koncert” która uczy rozpoznawać odgłosy zwierząt. Osobiście wduszałem guziki z takim samym zapałem, z jakim robił to mój ośmioletni syn Jonasz. Doszło nawet między nami do kłótni, bo każdy z nas chciał mieć wyłączność na użytkowanie tego sprzętu edukacyjnego, ale pogodziła nas żona, wyciągając zdecydowanym ruchem wtyczkę z gniazdka. Czyn ten w jednej chwili nas zjednoczył, a żona - przez najbliższe pięć minut - stała się naszym wspólnym wrogiem numer jeden.
   Czas w Chalinie minął szybko i przyjemnie. Żal było rozstawać się z tym miejscem, które totalnie mnie zauroczyło. Nie wszystko tu opisałem. Są jeszcze ciekawe ścieżki dydaktyczne w pobliżu, m.in.: „Jary koło Chalina”, „W parku dworskim w Chalinie i nad Jeziorem Śremskim”, rezerwaty „Buki nad Jeziorem Lutomskim”, „Mszar nad Jeziorem Mnich”, „Czaple wyspy”, „Bukowy Ostrów” i „Cegliniec”, szlaki turystyczne, zabytki. Historia tego regionu jest bardzo bogata, a przyroda niesamowita. 

***

W Chalinie, w Ośrodku Edukacji Przyrodniczej można wynająć pokój. Do dyspozycji gości są 42 miejsca noclegowe. Korzystają z nich grupy zorganizowane, wycieczki szkolne i osoby prywatne.

Ostatnio zmienianyniedziela, 30 wrzesień 2018 23:02

Z wykształcenia informatyk, na co dzień zajmuje się prowadzeniem sklepu wędkarskiego. Uwielbia kontakt z przyrodą. Wędkuje, chodzi po łąkach, lasach i obserwuje naturę. Dzięki dużej cierpliwości i wrażliwości, dostrzega to co umyka innym. Swoje niezwykłe spotkania z przyrodą - z dużym powodzeniem - zatrzymuje w fotograficznym kadrze. Wspaniały gawędziarz. Chętnie dzieli się swoją wiedzą, doświadczeniem i wrażeniami na łamach poznańskiego pisma "Tu Naramowice", ogólnopolskiego czasopisma "Poznaj Swój Kraj" oraz na portalu wielkopolska-country.pl, zarażając innych swoją przyrodniczą i turystyczną pasją.

Skomentuj

Powrót na górę
Nasz portal wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki. Więcej o naszej Polityce prywatności
Zgadzam się